03 września 2012

Quousque tandem abutere, Catilina, patientia nostra?

Najwyższa pora powiedzieć dość hipokryzji. Mam już dość zamkniętych umysłowo, pogrążonych w stereotypach ludzi. Nie lubię jak inny człowiek nie akceptuje poglądów czy stylu życia innych i chce je na siłę zmieniać na swoje własne. Denerwuje mnie taka nietolerancja wobec czyichś decyzji odnośnie własnych spraw, w końcu każdy decyduje za siebie, każdy przeżywa tylko swoje własne życie, nikt za nas nie umrze. A ja nie cierpię najbardziej ludzi, którzy wchodzą innym z brudnymi buciorami w życie i jeszcze chcą się nim rządzić... Czy te słowa są pełne hejtu? Ale przynajmniej są prawdziwe i niezaprzeczalne.
Zamiast przygasać z powodu zranienia, to trzeba uporać się z tym, wstać i zabłysnąć mocniej niż gwiazda. A jesteśmy w stanie to zrobić. To całkiem normalne, że są rzeczy które przemijają i zostaja po nich wspomnienia. Naszym zadaniem jest sobie to uświadomić i żyć z tym, nie płacząc, lecz ciesząc się, że to właśnie TAKIE wspomnienia posiadamy :)

Wróciłam do domu koło 22.00, po całych 4 dniach spędzonych intensywnie w Żywcu. Pierwszego dnia oczywiście pływanie kajakiem, rowerkiem wodnym, no i pływanie oczywiście. Drugiego dnia trekking po górach - od miejscowości Oczków, leśnymi ścieżkami na żółty szlak, do Międzybrodzia Żywieckiego w pobliże góry Żar do parku liniowego (na trasę tyrolkową nawiasem mówiąc). Trzeci dzień to centrum, a wieczorem  bezpośrednia przyczyna pobytu w Żywcu - koncert Męskiego Grania, zamykający tegoroczną edycję tego festiwalu. Boskość dźwięków wylewana z każdej strony (poza zawodzie na OSTRym i Czesiu za dość słabe repertuary, jednak oboje nadrobili przy swoich duetach z dyrektorką artystyczną, czyli Kasią Nosowską :) Płakałam może z 4, lub 5 razy? Zliczmy.... na duecie z Acid Drinkers i Titusem, na duecie z Brodką, Czesławem, Ostrym no i na finale, czyli "Ognia!" z Dyjakiem... wychodzi na to że jednak 5. W sumie za 5 razem płakałam bardziej z powodu końca koncertu, bo co jak co, ale Ognia mnie już wcale nie dziwi, za to inne duety - owszem. Jednak nie mogę zaprzeczyć, całość była cudowna pod względem muzycznym, piwa nie brakło, tylko lekki brak organizacji, jak na taką liczbę uczestników (bilety po 20 zł, więc cóż się dziwić, a repertuar całkiem całkiem, niejednego przyciąga xD). No i na koniec w niedzielę, tak dla relaksu, zwiedzanie browaru w Żywcu. Podczas pobytu udało mi się zdobyć pieszczochę spod sceny po koncercie, słuchawki Męskiego Grania (dostawało się przy zakupie 5 piw :P), koszulkę Męskiego Grania, oraz mały kufel Żywca dla mnie i większy jako prezent dla mamy. No i oczywiście piwo ... :D




- moje przemyślenia: 4 intensywne dni z S. to sama rozkosz :)
- muzycznie: live z Męskiego Grania 2012
- modowo: pieszczoch znaleziony pod sceną <3
- nowy cel: No worries w Ciekotach za tydzień
- zachcianka: pogadać z Agunesu
- film na dzisiaj: "Q"
- dzisiejszy humor: szczęśliwa i padnięta ze zmęczenia

23 sierpnia 2012

Odejdę cicho, bo tak chcę

Promise me... free to live.



W sumie to mogę powiedzieć, że kolejne wakacje za mną. Rodzinka się porozjeżdżała, wszystkie wesela minęły (bo urodziny jeszcze nie :P), wszystkie plany skończone. Teraz tylko Męskie Granie w Żywcu i początek roku szkolnego, a w tym powrót do harmonogramowej codzienności oraz zupełnie nowy tryb pracy - więcej nauki, mniej zabaw. Czas wolny? - tylko w weekend, zadania dodatkowe: teatr, taniec, gitara, język hiszpański, basen i tak długo oczekiwany powrót do jazdy konnej. Nadal nie wiem co zrobić z harcerstwem, bo dni tygodnia będę miała zawalone od góry do dołu... W tym hiszpański planuję mieć 2 razy w tygodniu ;) Im więcej będę pracować, tym mniej się będę opierdalać w wolnych chwilach, gdyż takowych nie będzie. No i nauka, więcej nauki! (tak wiem, strasznie to brzmi, ale czy na pewno?) W końcu... żeby być kim bym chciała i jaką bym chciała - muszę (a nawet nie - po prostu chcę i już!). Popracuję przez te 2 lata, które mi zostały do matury, potem studia (no tak... tu się trochę namęczę - studia w Polsce 5-letnie, good luck >.<), a co dalej to czas pokaże, zależy czy wytrzymam na studiach, czy oby na pewno mi przypadną do gustu, czy też może zaczynając po kolei - czy się na nie dostanę. ^_^ (ok ok, nie po to pracuję, żeby się nie dostać, no kurde tak nie może być! xD)

Sprawy życiowe znowu nie mają się zbyt dobrze i jest to właśnie spowodowane tym, że tak lekko podchodziłam do nauki. Wniosek jest taki, że nie tylko robię to, aby dostać się tam gdzie chce, ale też aby mieć spokój ze strony rodzinki (i to chyba jedyne moje poświęcenie dla nich). W sumie to rozluźniły mi się najważniejsze więzi z siostrą, a ja nie mam pomysłu jak to naprawić... Tak więc chyba muszę żyć dalej. Kwestia z rodzicami jest taka, że choćbym chciała - ja nie umiem być im posłuszna tak, jak oni by tego chcieli. Po prostu nie. Ja zawsze znajdę swoje "nie" na wszystko i tak jest tym razem. Co do moich przyjaciół... hmm, no to tu jest chyba najbardziej nieciekawie. Team rozpada się samoistnie. Mam dość już hipokryzji i egoizmu, którego ktoś nie umie w sobie pohamować. Można zarzucić to samo mnie - ja tez po (dużej) części jestem egoistką, egocentrykiem i kij wie co jeszcze, ale co jak co - dla nich jestem w stanie zrobić wszystko i powstrzymuje te cechy, dlatego że albo robimy coś wspólnie i trzeba dojść do kompromisu itede. albo nie róbmy nic, każdy niech stoi przy swoim i przestańmy wgl się angażować. Przez tę drugą postawę Team już praktycznie nie istnieje. A wgl jeśli chodzi o nich to dochodzi tu jeszcze moja osobista relacja i porażka z nią związana, czyli to, że na mojej najlepszej przyjaciółce zawiodłam się jak nigdy. Tak więc przyjaźnią to już miedzy nami nie jest - przyjaźń też musi ewoluować (jak związki, małżeństwa, etc.) a u nas? No sory, nie mam zamiaru wiecznie się huśtać i gadać o pierdołach, które mnie nawet nie interesują, bo ja nie jestem no-lifem i nie gram w gry, poza Heroesami III ... takie są fakty, każdy musi kiedyś dorosnąć, a nic nie poradzę na to, że mi to przychodzi szybciej niż Tobie. Przynajmniej w imię przyjaźni mogłabyś się nauczyć wyrozumiałości. Ale nie - jak zwykle musi być po Twojemu, tak więc na własna prośbę sprawiłaś, że odchodzę od Ciebie jak przyjaciółka. I to już raczej nigdy nie wróci. Ja nie daję drugiej szansy. A co do dorastania i dorosłości - ktoś kiedyś spytał mnie, dlaczego uważam, że dorosłość jest taka zła, skoro jestem jeszcze dzieckiem i nigdy nie byłam dorosła, więc nie wiem jak to jest... A teraz, po tych paru latach wkraczam w nią i w sumie - jest fajnie :] Po prostu trzeba pokonać w sobie strach przed zmianą ...

- moje przemyślenia: 2 kawy nawet po nieprzespanej nocy to i tak przesada
- muzycznie: płyta Nirvany "Live at Reading"
- modowo: męska koszulka z czachą, pożyczona od Behemota xD
- nowy cel: przepisać przepisy i zgromadzić w jednym miejscu
- zachcianka: pizza!
- film na dzisiaj: "Mine vaganti. O miłości i makaronach"
- dzisiejszy humor: lekko wariacko i bezmyślnie

19 sierpnia 2012

Kto pragnie więcej, traci to co ma.

Nie mam nic, a także jestem niczym...
Niczym nieokiełznany mustang, jednak tak ślepy,
jak ślepo pędzi przez dzikie stepy zachodu.
A w myślach jego tylko szum i wiatr,
który muska jego wyzwolonego ducha,
pędzącego szaleńczo...
za wolnością.
"Mustang" by <resus>

Chyba za późno na wyjaśnienia - tak jak pisałam wcześniej, moje serce jest zatarte, dusza zamknięta. Cytując Eldo: "I nawet jeśli milczę, gdy trzeba krzyczeć. Nawet kiedy krzyczę, gdy powinienem milczeć.", chyba wyjaśniam tym wszystko. W sumie to post mógłby się już skończyć, ale po co - przecież jeszcze można ponarzekać na zło tego świata, albo pojeździć po samej sobie, bo w końcu jestem tak zakompleksiona i zhejciała, że ja pierdole... Chyba jebnę się czymś w czoło, tylko oby szybko...


*30 minut później
... ahh, nie ma to jak zjeść tonę tostów, popijając je herbata! To chyba mój porankowy sens życia <3

Uspokajam się powoli, choć nie kłamiąc nikogo, nadal w sercu mam huragan, burzę z piorunami i kij wie co jeszcze. "Stairway to heaven" puszczone z głośnością na cały blok całkowicie oderwało moją duszę od Ziemi, ciało od zmysłów... There's a lady ...
Teraz pozostało mi już tylko delikatnie i lekko szybować pomiędzy falami nienawiści, gniewu, buntu i chęci odebrania sobie życia, jakie istnieją teraz w mojej głowie i sercu.
Straciłam całą wenę do pisania i motywacje, chociażby do ćwiczenia na gitarze, póki jeszcze są wakacje. W pizdu pieprzyć się poszły moje plany z kupnem Fendera Stratocastera - czyli jak dotąd najboleśniejszy cios (no, może poza faktem, że mogłam jechać na koszt UE na wymianę do Niemiec, Włoch i Hiszpanii... no to chyba te dwie rzeczy są na równi porównywalne w skali ciosowania mnie). A to wszystko dlaczego? No oczywiście bo ja mam za ostry, za długi język. Bo przecież po co mówić mi "jedziemy gdzieś tam wszyscy razem" tylko lepiej wprost mnie z łózka wywlec i wrzucić do auta na siłę... A mnie to kurwa wcale nie stresuje, nie skądże - przecież wszyscy wiedzą, że ja nie mam serca, więc co tu się martwic? Planów przecież też żadnych nie mam, ani przyjaciół, ani nawet prawa do chwili dla siebie, bo co dopiero dla drugiej istoty - no skądże! Jestem tylko niczym, marionetką ciągnięta za sznurki zw wszystkich stron i z całej siły, która w całej swej naiwności próbuje zachować cząstkę swojego "ja".



- moje przemyślenia: lubie swoją samotność
- muzycznie: "Stairway to heaven" i "Kiedy powiem sobie dość", czyli jak zwykle zamulam
- modowo: małe kłopoty spowodowane jesienią tego lata >,<
- nowy cel: chodzić na gitarę i grać jak najwięcej!
- zachcianka: porozmawiać z T.
- film na dzisiaj: "Tomboy"
- dzisiejszy humor: wkruwiona od rana, lalala

14 sierpnia 2012

Przeżył życie po stokroć, a teraz brak mu czasu !

Trochę opadam z sił. Przydałaby mi się chwila oddechu, jednak nadal się wstrzymuje. Jeszcze tylko 2 tygodnie do 4-dniowego wyjazdu do raju (oby!) ... A potem szkoła i wszystko się unormuje, będę miała więcej czasu i mniej spotkań, bo przecież nikt nie będzie miał czasu. I ja również, gdyż zbieram w sobie całą motywację do osiągnięcia celu jakim są studia w Warszawie na jednym z dwóch wybranych przeze mnie kierunków. Chcę tego jak nigdy przedtem - zwiększyć swoją wiedzę z każdej dziedziny, która mnie interesuje. Nie tylko stać się bardziej "polityczną", ale także wiedzieć więcej o filozofii, starożytnej Grecji, Hitlerze i Stalinie, nauczyć się gotować więcej rzeczy niż dotychczas, nauczyć grać "Stairway to heaven" na gitarze (przy okazji strasznie chciałabym, aby tą gitarą był mój własny Fender, którego staram się zakupić), trenować jeszcze więcej w teatrze i pisać wiersze, przeczytać zaległe lektury i wiele innych tego typu rzeczy.

Czuję ogromny smutek. Może spowodowany wczorajszym milczeniem, może przemilczaniem dzisiejszych depresji. Nie mówię o wszystkim, choć chcę. Nie chcę nic mówić nikomu, lecz muszę. Ogólnie poczułam, że coś we mnie pękło, w wyniku zbioru zdarzeń co prawda, jednak znowu nie mam pewności, znowu czuję się jak kiedyś - drobną i słabą, do tego totalnie głupią istotą, nie mającą nic do powiedzenia światu. Mogłabym to powiedzieć, jednak boję się reakcji ludzi na to, co trzymam wewnątrz siebie. W końcu to nie są dorosłe zmartwienia; to tylko błahostki.

Wczorajszy dzień był przeklętą bezczynnością, dzisiejszy dzień jest przeklętym zabieganiem, które być może nie będzie miało żadnego sensu, jeśli rodzice nie pozwolą mi wyjść. Jak mnie to wkurwia... Zrobiłam aferę po pijaku, po ślubie siostry - właśnie z tego samego powodu, od którego dzisiaj jestem zła. Nie cierpię zaplanować coś, czy to z S. czy ze znajomymi, jakiś wypad czy cokolwiek, aż tu nagle wpierdala się teks "dzisiaj nocujesz w domu"... niby kurwa czemu? Już dawno nie mam klosza nad sobą, więc nie próbujcie mi go przywrócić - nie dlatego że to będzie dla mnie złe, nie... Jakby żyła pod kloszem dłużej to może nie byłabym taka jak teraz (co zresztą nie jest niczym ani złym, ani dobrym), ale dlatego że mnie to krzywdzi - odbieracie mi wolność myśli i decyzji, którą nabrałam podczas życia, w którym byłam tylko dla siebie, byłam samotna. Nie próbujcie znowu być dla mnie kochającą i cudowną rodzinką, bo nie byliście nią nigdy i już nie będziecie - miłości, której się nie poczuło od maleńkości się nie nadrobi w ciągu jednego miesiąca wakacji.

- moje przemyślenia: rodzina nie jest wartością; przynajmniej nie dla mnie
- muzycznie: Red - "Nothing and Everything"
- modowo: czerwona sukienka i czarne obcasy z czerwoną podeszwą ;3
- nowy cel: wgłębić się w historię Hitlera i Stalina
- zachcianka: naleśniki ze szpinakiem
- film na dzisiaj: "Mój przyjaciel Hachiko"
- dzisiejszy humor: smutna i wkurwiona; na granicy płaczu z obu tych emocji

29 lipca 2012

Coraz trudniej o samotność w samotności...

Ostatnio zrobiło mi się strasznie smutno. Tęsknię za wieloma osobami... a co najdziwniejsze, że to wszystko dzieje się przez moje sny, w których pojawiają się osoby, których dawno nie widziałam, albo z którymi z jakiś powodów straciłam kontakt. Moja ostatnia noc też była tragiczna i znowu powróciłam do wersji płaczu przed snem, dodatkowo zamulając się jak się da piosenkami z mp3. Tej samej nocy oddałam swoje życie pewnej osobie, moją duszę utrzymałam nadal przy tym samym 'człowieku'. Co mi zatem zostało, skoro nawet serce nie należy do mnie? Czas to zmienić, chcę być w pełni sobą, zrozumieć czego chcę. Zdobywać, odkrywać wszystko co obce i nieznane, kochać, śmiać się, szaleć i uśmiechać... Dlaczego czuję, że teraz tego nie mam? No i znowu czytałam tego przeklętego bloga... "Spojrzeć Tobie, kochana, w oczy, a potem sobie i nie cierpieć" - jakże bym chciała, żeby to było pisane do mnie; ale to tylko zakazana żmudna nadzieja. Czyżbym aż tak bardzo się w tym wszystkim pogubiła?
Opanuj się, resus. Póki jeszcze nie zmarnowałaś sobie życia...

(czytając poezje Rimbaud'a podczas lotu do Maroko biznes klasą ;)

Czuję się jak romantyk urodzony w nie-swojej epoce. Indywidualność, cierpienie, samotność... To jest to, co ich wyróżniało. Sama wybrałam sobie taką drogę, wiem. Jednak nadal nie mogę się pogodzić z faktem, że dałam sobie zatrzeć serce, bo stało się już faktem, że je zatarłam. A tak bardzo chciałam tego uniknąć. Z wczorajszego wieczornego podsumowania, zadałam sobie sprawę, że przy każdym moim odejściu, robiłam to dla jakiegoś ''większego celu". Jednakże zawsze żałowałam jednego - nie tego, dla czego zostawiłam wszystko, tylko ogólnie - że odeszłam. Zyskałam dzięki temu wiele. Za pierwszym razem to było jak śmierć - zyskałam życie, wartości, cel i marzenia. Teraz odeszłam po raz drugi, tym razem to było moim cierpieniem, lekarstwem, chorobą i jednocześnie zbawieniem. Co z tego mam? To że pogubiłam się jak nigdy, istniejąc tylko na prowizorycznej harmonii życia? Ta harmonia nie istnieje już od dawien dawna, a ja chyba ciągle chce wierzyć w jej powrót. Chciałabym móc zamknąć w spokoju oczy, czując znowu tę samą fale ciepła, co w dniu moich 16 urodzin. Odchodze, ale zawsze chcę wracać. Dziwne, co nie? Zwłaszcza że życie powierzyłam komu innemu... Czy postąpiłam właściwie? Może ten niedobitek uczucia, który we mnie żyje nie jest już miłością, tylko pragnieniem zdobycia celu, który przez tyle lat był dla mnie nieosiągalny... ? Czy moje istnienie nie ma na celu przypadkiem uszczęśliwiać ludzi, jak to sobie zawsze mawiałam, tylko wręcz przeciwnie, tylko ich krzywdzę? Bo na razie to tak wygląda. A co najbardziej bolesne w tym wszystkim, to fakt, że dotyka to tylko tych, których naprawdę kocham...

"Cierpienie jest chyba jedynym niezawodym sposobem zbudzenia duszy ze snu"  ~ Leon Bloy

- moje przemyślenia: samotnym moża być nawet wśród tłumu
- muzycznie: Of Monsters and Men - "Little Talks"
- modowo: czarny - koronkowy, oraz czerwony krawat z Clarie's
- nowy cel: poukładać się wewnętrznie, póki wszystko nie runie
- zachcianka: trzymać Ciebie za rękę, wychodząc z domu
- film na dzisiaj: anime Code Geass R2
- dzisiejszy humor: odczucie wszechobecnej tęsknoty

28 lipca 2012

Could you be the devil?

Pierwsza połowa wakacji można powiedzieć za mną. Jeszcze 6 dni do wylotu z Anglii i powrotu do Polski. Czy tęskniłam? - oczywiście. Czy chce wracać? - nie wiem. Na pewno chce zobaczyć wiele osób - od przyjaciół, przez rodzinke i Ikuto, aż po kilka nowych znajomości ;) Lipiec minął dosyć spokojnie - remont, przeprowadzka, wykańczanie po remoncie, wizyta w Legolandzie i ogólnie kilka przygód. Miałam aż nadto czasu na rozmyślania itp., dokończyłam pisać cykl wierszy, no i oczywiście anime - skończyłam Nodame Cantabile 2 i 3 sezon, special i 2 OVA, do tego doszło jeszcze Shoujo Sect oraz pierwszy sezon Code Geass. Teraz jestem na 10 odcinku 2 serii, dokończe to i biorę się za skończenie K-On drugiego sezonu + odcinki specjalne. Pozytywnie, a jakże by nie! :) Udalo mi się też (w końcu!) obejrzeć Braveheart i Forrest Gump'a. Zajebiste filmy, polecam ;P

Co do spraw związanych bezpośrednio ze mną, to chyba lekko się pogubiłam  na tle sercowym. Choć tłumaczę to sobie zamieszaniem jakie powstało ostatnio wokół mnie. No po prostu masakra... Nigdy nie prosiłam się o żadne wakacyjne miłostki, a teraz, gdy są one jeszcze bardziej nieproszone, przychodzą do mnie i to same! Ale spoko, nic z tego nie będzie :D Jednak znowu odczuwam brak, bardzo widoczny oraz tak oczywisty, że nawet mnie to śmieszy. Zresztą nieważne. Ogarne to kiedyś.
Udało mi się upolować sukienkę na wesele, akurat taką, jaką chciałam - oczywiście w kolorze czerwonym :P Teraz tylko został mi problem z zakupieniem odpowiednich butów, no i totalnie brak pomysłu na fryzure, więc chyba póję na łatwizne i walne coś podobnego do irokeza, w troche lajtowszej wersji... Nie moge się doczekać końcowego efektu! :)

Bla, bla, bla... co jeszcze? Stęskniłam się i to strasznie, ale w sierpniu nie będę miała nawet chwilki wtychnienia, bo w porówaniu z moim dotychczasowym lenistwem, w sierpniu biorę się ostro do pracy, no i przede wszystkim mam strasznie dużo rzeczy w planach - śluby i tym podobne klimaty, imprezka z Agunesu i K., spotkania z Safi, Syzią i Szczygiełkiem, jakaś popijawa z Olkiem się szykuje, koncerty, a żeby jeszcze było mało to w dzień mojego przylotu ide na całą noc do kina na maraton filmowy Władcy Pierścieni, yeeah - kolejne marzenie spełnione <3 A poza tym - cholernie tęsknię za kotami, zarówno Ikuto, jak również O & S... aaaa, ja chce kocie uszka!! *w*


- moje przemyślenia: totalny zastój w pisaniu wierszy ;<
- muzycznie: Anastasia - "In the Dark of the Night"
- modowo: dużo nowości z Londyńskich wyprzedaży *_*
- nowy cel: pasek w tym roku oraz 5 z biologii i PO
- zachcianka: na makaron ze szpinakiem
- film na dzisiaj: Francuski Pocałunek
- dzisiejszy humor: podekscytowana, lecz lekko znudzona

06 lipca 2012

Nauczyliście mnie inaczej patrzeć na świat. Arigatou ^.^

(grając jakąś harcerską piosenkę :) ewentualnie ''Stairway to heaven'' :3)

Koniec roku szkolnego. A ja znowu w Anglii, tym razem pomagam siostrze w odnawianiu jej nowego mieszkanka, potem będę brała udział w przeprowadzce. Cały lipiec poświęcam na odpoczynek i relaks. To nawet przyjemne uczucie - nie mieć żadnych planów, nie martwić się niczym. Nie tęsknić, nie czuć. Tonąć w ciszy i spokoju... Udało mi się obejrzeć dwie serie anime (''G-gata H-kei'' i ''No.6''), teraz jestem w trakcie oglądania ''Mirai Nikki''; jak na razie moim animowym celem jest Code Geass i Nodame Cantabile Finale, bo udało mi się obejrzeć Zero no Tsukaima F przed wylotem ;)

Czytając stare posty odkryłam, że narzekałam bardzo na to, że odczuwam jakiś brak. Hmm... teraz, jakby tak pomyśleć - chyba nie mogę sobie czegoś takiego zarzucić. A to wszystko zapewne dzięki pewnej jednej ludzkiej istocie :) Jak na razie zrezygnowałam z walki o osobę zupenie tej walki nie wartą - nie ma sensu. Nie mam zamiaru wkładać siły w kogoś, kto ma to totalnie gdzieś. To chyba zupełnie zrozumiałe.
Odkąd jestem tu, nieustannie myślę - o ludziach, szkole, przyjaciołach; o niczym i nikim; o wszystkim. O pustce i pełni. O miłośći i nienawiści. O Tobie i o mnie. O Nas. Znowu o mnie. To zaczyna robić się zawirowanym, błędnym kołem. A ja w nim tkwie.


Nadal szukam złotego środka na mój największy problem - przyszłość. Nie moge zdecydować, co chcę robić w życiu i na jakie studia pójdę. A to jest dla mnie naprawdę ważne. W tej chwili zastanawiam się nad prawem oraz etnografią. Miejsce studiów - Warszawa... No ale w każdym bądź razie jeszcze się zobaczy. Polityka w moim życiu zagości na pewno, po prostu kręci mnie to :)

- moje przemyślenia: chyba znalazam nową miłość - Nezumi z ''No.6'' :D
- muzycznie: Monika Brodka - ''Varsovie'' & ''Puddi Puddi 10 hours''
- modowo: liczę na zdobycie paru orzeszków podczas pobytu tutaj ;P
- nowy cel: zacząć znowu jazde konną
- zachcianka: pocky ^,*
- film na dzisiaj: ''Jak zostać królem''
- dzisiejszy humor: lenistwo na maxa xD

''Przyjaźń nie wymaga żadnych słów. To samotność wolna od lęku samotności''
''Miłość zaczyna się wtedy, kiedy szczęście drugiej osoby, jest ważniejsze niż twoje''
Dzisiejszy tytuł notki dedykowany jest dla: Agunesu i Behemota (za to że czuję, że jesteście przy mnie), dla mojej S. (która otwiera mi oczy w sposób zupełnie nieznany dla mnie, ale bardzo fascynujący), dla Olka (który wrócił do mych myśli, za którym cholernie tęsknie i który dał mi jedną z najważniejszych lekcjii mojego życia), dla Brigitte (za to, czego mnie nauczyła i co mi uświadomiła ostatnimi czasy), oraz dla wszystkich pozostałych: Martensa, mojego best przyjaciela M. oraz M & T (z którymi rozmowy jakoś dziwnie mnie podnoszą na duchu). Minna Arigatou !! *w*