Irytacja to dobre słowo. Nie dość, że postawiono mi dyskretne ultimatum, którego nie da się zaakceptować, to dodatkowo czuję się jakbym dostała słownego policzka w twarz.Teoretycznie nigdy bym się nie przejmowała tak, ale nie dzisiaj, to jest dla mnie zbyt poważne. Ciekawa jestem jak można uświadomić ludziom rzeczywistość i bardziej otworzyć na świat, bo już chyba kurwa nic więcej niż dotychczas zrobić się nie da. Tak naprawdę to nie wiem co myśleć, jaką decyzję mam podjąć... Z jednej strony jestem tak cholernie wkurzona, ale patrząc na to z innej perspektywy to muszę być ostrożna, żeby znowu nie zrobić jakiejś głupoty. No kurde. Nie rozumiem jak ludzie mogą być tacy dzicy, nieczuli na to co jest dla mnie ważne, a uważają się za moich przyjaciół. Zawsze mnie zastanawiało, czemu tak się dzieje. Martwi mnie to, że jestem taka bezradna. Co zrobić? Nie umiem pogadać z osobą, która przez prawie całe życie była mi tak bliska... która jest dla mnie jak siostra, a teraz ja nie umiem jej powiedzieć, to co chce, ani ona nie mówi mi tego, co ją trapi tak wprost, a do tego perfidnie okłamuje. Noż kurde... i o co to wszystko? O to, że nie mam czasu dla nich, mimo tego, że widzimy się codziennie w szkole, że za każdym razem jak mogę, poświęcam im czas wolny. To co jeszcze? Może mam rzucić szkołę i spotykać się z nimi i siedzieć na huśtawkach? To bez sensu, trzeba zająć się życiem.
Nie mówię dorosnąć. Po prostu żyć. Zrozum to wreszcie, bo nie wytrzymam.
- moje przemyślenia: mam już podłączoną wieżę i głośniki ;3
- muzycznie: Płyta Aerosmith'u i Serj'a Tankian'a
- modowo: czerwone szorty ^,*
- nowy cel: w 2 liceum dorobić 3 dziurkę w uszach :)
- zachcianka: pizza! <3
- film na dzisiaj: "Nietykalni"
- dzisiejszy humor: koniec szkoły, więc jak mogę nie czuć się zajebiście ;D
"Masz swych cholernych przyjaciół, Ja wiem, co oni mówią. Ale oni mnie nie znają. Czy w ogóle znają ciebie? Wszystkie rzeczy, które przede mną ukrywasz, i wszystkie gówniane rzeczy, które wyprawiasz."
Znowu post dla Niego. Chyba jestem za słaba na to wszystko, cała ta sytuacja staje się dla mnie niezrozumiała. Jedno tylko pytanie, najprostsze ze wszystkich możliwych przewija się przez moje myśli - dlaczego? Dlaczego musiało się stać jak się stało? Dlaczego zerwaliśmy zupełnie kontakt, mimo tego że nie pozbyliśmy się uczucia z naszych serc? Zabawa w "kto będzie oszukiwał siebie dłużej"...
Płaczę ostatnio jakoś niezrozumiale często. Nocami nie śpię, rozmyślam o tym, co było, co jest, i co się może wydarzyć. Stoję w miejscu jak głupia, złamałam wszystkie moje zasady.
Nie istnieję już. Po co wracam do przeszłości? Stoję i przyglądam się, zamiast iść do przodu, coraz dalej i wyżej w chmury.
Wybacz mi, że byłeś z osobą taką jak ja, niestałą, zmienną oraz, jak to słusznie zauważyłeś, potrafiącą krzywdzić tych, których kocham. Spalę wszystko, co zawiera w sobie wspomnienia - pytanie tylko kiedy wreszcie będę mieć jaja, żeby to zrobić? Nie chcę pozbywać się uczuć, ale nie mam prawa wymagać niczego od kogokolwiek, jeśli sama nie potrafię tego uczynić. To by po prostu było nie fair... Jeśli tak, to po co pakowałam się w coś nowego, po co przyzwyczaiłam kogoś do mojej obecności? Nie zostawia się tak ludzi - choć fakt, ja tak zrobiłam, dlatego wcale nie będę narzekać, jeśli w końcu mi się dostanie. Choć w sumie, czy to co zrobiłeś i robisz nadal z moim życiem, unikając mnie, nie jest już wystarczającą karą? W ten sposób, ze smutkiem realnym czy też wyimaginowanym (nieważne), nie jestem w stanie żyć pełnią życia, a co gorsza, nie mogę oddać się w całości drugiej osobie, bo nadal jest ten dystans, nadal niewidoczny mur stworzony od unoszących się w powietrzu emocji i wspomnień. Zarówno z mojej, jak i jej strony.
- moje przemyślenia: poprawiłam hiszpański! <3
- muzycznie: Avril Lavigne - "My Happy Ending"
- modowo: białe podkoszulki są spoko z czarnymi bojówkami :)
- nowy cel: wziąć się w garść i ogarnąć life'a
- zachcianka: chyba już chcę do Anglii odpocząć od życia
- film na dzisiaj: "Milczenie Owiec"
- dzisiejszy humor: kurewszko szczęśliwa, a zarazem zasmucona
Kolejny tydzień z rzędu choruję. Hipochondryczni lekarze, natłok myśli nie dających mi spać, za dużo leków, ogólnie humor do bani, najpierw angina, w tym dwa antybiotyki jeden po drugim, teraz natrętny kaszel, katar etc. Trzy tygodnie wyjęte z życia. Rozkurwia mnie to już od środka, bo czuję się jak jakaś oślizgła meduza. Nie wiem, czego chcę, jaki mam wybrać kierunek studiów. Robić to co lubię - czyli co? Za duże wymagania, a przecież jestem taka leniwa... Najchętniej nie szłabym już do szkoły, no ale hiszpański kurwa, muszę poprawić zagrożenie, no i co najważniejsze, chcę mieć minimum 5 z WOK'u, gdyż ten przedmiot odpada w tym roku, a ocena będzie na świadectwie maturalnym, czyli muszę to jak najlepiej zdać, jeśli chcę kiedykolwiek startować na studia za granicę, czy też do tej durnej Warszawy. Dzisiaj wszystko jest durne. Szarość wstrzyknięta w krew.
Siedzę jak ta idiotka przed kompem, co najmniej jakbym jeszcze robiła coś konstruktywnego, ale ni huja. Najlepiej jest się przecież lampić jak ułom na tego pierdolonego kwejka i inne tego typu bzdury dla zabicia czasu. Znowu czuję się jak kiedyś. Wszyscy mogliby mnie opuścić, nikt tego nie zrobi, nikt nie rozumie.
- 18 dni do wylotu do AngliiDone!!
- 85 dni do początku nowego roku szkolnegoDone!!
- 136 dni do 17 urodzinDone!!
- 144 dni do HalloweenDone!!
- 186 dni do Świąt TeamuDone!!
- 205 dni do Sylwestra i Nowego RokuDone!!
Ostatni długi weekend tego roku szkolnego, a ja oczywiście nie obejrzałam żadnego anime, nawet nie dokończyłam tych, które zaczęłam. Wkurza mnie to. Ale nie moja wina, że to tak kocham. Owszem, kocham. To idealne słowo, które odda mój stosunek do wszystkiego co związane z japońską animacją. Teraz doszedł w moim życiu cel - tak jak kiedyś bardzo chciałam jechać na JAPNicon, tak teraz marzy mi się I festiwal kultury Japonii ICHIGO MATSURI (i oby mi się udało, bo jak nie to się chyba zastrzelę, a już mam dużo powodów, żeby to zrobić). Co do kochania, wiele tego jest. Jestem podła, przede wszystkim dla samej siebie, ukrywając to co czuję. Co się ze mną stało? Wybrałam dziwną drogę, nie powiem. Boję się otworzyć po raz kolejny. Mój świat to moje zasady. Nie muszę wpuszczać tu każdego. Tylko tych których chcę. A nie chcę nikogo. Tak jest mi łatwiej. Wylać wszystko, ale nie mówić nic. Idealna taktyka, tylko troszkę boli. Na dodatek wynajduję popełnione przeze mnie błędy. Zrobiłam coś, czego nie powinnam, nie wolno mi było. Runęło wszystko. Znowu. Eh, to już się robi irytujące, zawsze tak samo, normalnie nawet nie trzeba przewidywać... Przepraszam po raz setny, nie umiem żyć bez poczucia winy. Mam świadomość, jak bardzo potrafię skrzywdzić, świadomość tego, jak skrzywdziłam, co zrobiłam i w jaki sposób. Boli mnie to na mój własny, sadystyczny i okrutny sposób i nie pozbędę się tego chyba nigdy. Chyba, że przebaczysz - już i tak odcięłam skrzydła.
"Oh baby, I love you
What more can I say
Oh baby, I need you
I miss you more everyday"
- moje przemyślenia: kosmici mogliby w końcu zaatakować
- muzycznie: Hatsune Miku & Vocaloids songs
- modowo: hahaha, motyw brokuły na mózgu, a nie modowo xd
Zaczął się okres, w którym przestałam aż tak zwracać uwagę na moje problemy... Być może spowodowane jest to uczuciem, które całkowicie wypełnia moje myśli?
Trzeba choć trochę mieć w sobie optymizmu. Ja mam czasami dni mega doła, deprechy i huj wi co jeszcze, ale nie brakuje mi tej jednej kropelki optymizmu, bo to ona jest głównym składnikiem światła ludzkich duszy. Ale za to w tej chwili nie czuję w sobie ani depresji, ani optymizmu. Wypełnia mnie smutek. I tęsknota. To pierwsze spowodowane jest tym drugim. Tęsknię za przyjacielem, który był najwidoczniej bardzo ważną dla mnie cząstką siebie samej. Cichą, prawie niezauważalną, ale niezmiernie istotną. W końcu nie bez przyczyny to uczucie było na granicy przyjaźni z miłością. Powodem tęsknoty poza tym wymienionym wcześniej jest to, że mój S. musi opuścić mnie na parę dni. Cholera! To co to będzie jak wyjadę na miesiąc do Anglii? Umrę śmiercią powolną i bolesną; umrę z tęsknoty! No ale cóż poradzić ... Tak w sumie to tylko 4 dni, a sobota jest dla mnie szczególnie ważna. Rok temu stał się przełom. Pół roku temu moje życie rozkwitło, nabrało barwy, zapachu, smaku... sensu! Stałam się dziwna, bo nie czerpię 100% radości z tego co mam przez obawy, że to utracę... Jakież to dziecinne, naiwne; jakże głupie jest twoje myślenie resus... Kurde, nie mogę się doczekać, aż sobaczę siebie jako dojrzałą kobietę, bez takich dziwnych myśli, jak te które mam teraz. Choć wolną nie będę nigdy.
"Wyjdź z tej klatki prosto na scenę
Czas już odegrac swoją rolę
Wolność czeka
Otwórz wrota
Otwórz umysł
Wolnośc to stan ducha"
- moje przemyślenia: 1) jestem chora. 2) już tęsknię. ;[
- muzycznie: The Lord of the Rings - Complete Symphony
- modowo: mam w głowie pomysł na projekt :P
- nowy cel: poprawić się z hiszpańskiego
- zachcianka: zjeść lody <3
- film na dzisiaj: Harry Potter i Kamień Filozoficzny
- dzisiejszy humor: obojętność
Chciałam tylko móc znowu szczerze się uśmiechać, oraz przywrócić błysk w oczach pewnej istotce. Jednak ona nie jest mną, ja nie jestem nią. Ja żyję pełna smutku z nieznanego źródła, błądzę gdzieś wysoko, bez dróg i bez ścieżek, zagubiona... O niej mówię to samo, Jednak ona nie jest mną, ani na odwrót.
Myślałam dzisiaj o nim. Moim przewodniku, który do tego czasu ciągle prowadził mnie za rękę. Byłam taka niewinna, nieświadoma i uległą. Wszystko się zmieniło, ona nie wróci, a ja muszę sobie z tym poradzić, jeśli nie chcę umrzeć zbyt szybko. I tak umieram, powoli, codziennie coraz bardziej jestem martwa. To ja straciłam swój błysk, a nie inni. Nie dostrzegam go nigdzie, bo nie mam go w sobie. Nic nie jest w stanie tego naprawić.
Brakuje mi w tej chwili, aby mnie ktoś walnął w ten głupi łeb. No ale cóż. Kontynuując...
Czy to wszystko przez to, że inaczej patrzę na świat? Czyży nie ominęło mnie to i ja również straciłam kolory mojego świata, zanurzając się w szarości rutyny codziennego życia w dorosłości? Gdzie tam, do dorosłości mi jeszcze tak daleko... Jednak nic już nie jest jak kiedyś. I ja mówiłam że lubię zmiany? No to cofam to. Nienawidzę zmian. Nienawidzę tracić czegoś. Zabiję się od razu gdy stracę i Ciebie. A to i tak się stanie. Moja głupota poszerza się coraz bardziej. Teraz mam wrażenie, jakby moje życie było klatką. Ogromną klatką, z której tylko śmierć może mnie wyciągnąć... Co ty masz nie tak z tą śmiercią, resus??? Pisząc to wszystko wyżywam moje najskrytsze emocje, palce na klawiaturze biegają jak po fortepianie, wspominając pragnienie - ja jako niespełniona pianistka. Nogi pod biurkiem w rytm muzyki skaczą tak, jakby robiły to w najcudowniejszej choreografii, gdyż robią to jako stopy niespełnionej baletnicy. Wszystko to ciągle tylko chcę; ciągle tylko pragnę, pragnę, pragnę !!... aż w końcu umrę, bo nie mogę już patrzeć na swoje łzy. Pochopnie podejmuję decyzję, nie patrzę na to czy kogoś ranię, zdarza mi się często patrzeć tylko na moje egoistyczne zachcianki, nie myślę o tym co będzie. Tylko jedno i to samo, śmierć.
"Sekretna strona mnie.
Nigdy nie pozwolę Ci jej zobaczyć. Trzymam to na uwięzi, ale nie mogę tego kontrolować. {...} Swoją sekretna stronę trzymam schowaną pod kłódką i kluczem. Trzymam to na uwięzi, ale nie jestem w stanie tego kontrolować. Ponieważ gdybym go wypuścił, Rozerwałby mnie i złamał. Dlaczego nikt nie przyjdzie i nie uratuje mnie przed tym?"
- moje przemyślenia: jestem zbyt durna, aby być sobą
- muzycznie: RHCP - "Snow" i DM - "Precious"
- modowo: trzeba zmodyfikować trochę styl :)
- nowy cel: rozjaśnić myśli bo inaczej eksploduję
- zachcianka: gorąca kąpiel
- film na dzisiaj: Król Lew 2
- dzisiejszy humor: nostalgiczne rozmyślania
Zacznę od tego, że przeżyłam swój pierwszy tego typu festiwal w życiu oraz pierwszy raz byłam na koncertach grających na nim artystów. Rewelacja, mieszanka idealnych zespołów i wykonawców, teoretycznie nie było czegoś, co by mi nie przypadało do gustu. Oczywiście moi ukochani faworyci - Grubson, Strachy na Lachy, Monika Brodka z nową płytą oraz Myslovitz, którzy grali pierwszy koncert z nowym wokalistą, oczywiście na moje nieszczęście, bo już nigdy nie usłyszę na koncercie tego głosu piosenek jaki znam z dzieciństwa. Nowym odkryciem jest dla mnie Kasia Nosowską, którą znałam jedynie z działalności zespołu Hey, a jakoś tak nie ciągnęło mnie bardziej w jej stronę, poza oczywiście jej dwiema piosenkami Osieckiej. Muszę przyznać, zakochałam się całkowicie :) Zresztą łatwo można zauważyć, że Brodka wpada głosem, a przede wszystkim tekstami z "Grandy" w klimat Nosowskiej. Koncert Grubsona był genialny, choć faktem jest, że robi z tego klimat lekko kabaretowy, jednak mnie osobiście to nie przeszkadza. Nowością dla mnie był również Kult i KNŻ. Najcięższe pogo w jakim dane mi było uczestniczyć, jednak było warto :P Poza muzyką sama w sobie, dla której zresztą tam pojechałam, byłam w ogrodzie japońskim, zwiedziłam sobie trochę rynek, do którego zresztą mam ogromny sentyment ze względu na piwo ze Spiżu, który się na owym rynku znajduje.
No i wszystko to z moim ukochanym S. ! ;3
Żeby tego jeszcze było mało, moja majówka wcale nie skończyła się wraz z niedzielą i powrotem do Kielc. We wtorek wyjazd przez Kalisz do Poznania, powrót dopiero w środę. Ale jestem totalnie zauroczona rynkiem poznańskim, który przebił nawet Toruń!
Hmm... co jeszcze? >.<
Ano racja... najważniejsza informacja całego maja - wstępuję do Ecce Homo !! Jupiiii xD
- moje przemyślenia: miłość zaczęła przyśpieszać mój czas
- muzycznie: Katarzyna Nosowska i Marek Dyjak - "Ognia!"
- modowo: wszystko skąpane czernią
- nowy cel: dostać rolę w sztuce teatralnej
- zachcianka: zrobić ognisko z Teamem
- film na dzisiaj: serial "Modern Family"
- dzisiejszy humor: szalone zawirowanie w uczuciach
W internecie prawie wszędzie można się teraz spotkać z określeniem ludzi "hipster", czy też stwierdzeniu, że ktoś jest "hejterem"... I sadzę, że ktoś mógłby spokojnie powiedzieć, że właśnie poleci pierwszy w tej notce hejt - w dupie mam co sobie ludzie gadają, na internecie każdy, nawet 11 letni kinderpunk cwaniaczy... Co do hejtingu - wkurwia mnie nowy wygląd edytora Bloggera. A teraz mówicie sobie o mnie co chcecie, jak mówiłam - tu każdy jest cwany. Nurtowało mnie to bardzo długo: kim są, kurwa, ci hipsterzy?! czytamy na Wikipedii: "Hipster – slangowe określenie używane do opisania młodych dorosłych i starszych nastolatków z klasy średniej, silnie manifestujących swoją niezależność (stronienie od tzw. "mainstreamu" - głównego nurtu), oryginalność i indywidualność." No to teraz wystarczy pomyśleć, czy aby każdy z nas nie ma w sobie coś z niezależności, coś oryginalnego (no jeśli tego brak to jest źle). Czy ludziom naprawdę radochę sprawia nazywanie wszystkiego... hipsterzy, ADHD - z czego zresztą do tej pory leje ze śmiechu, bo pewnie wymyślił to jakiś sportowy ułom, bo już nawet nadmiar energii jest chorobą. Mówię "nitk" zamiast "nikt"... więc na co jestem kurwa chora?!? Pierdolcie się i tyle...
Hejting odnosi się do ludzi, którzy czytając to powyżej, nie przeczytają tego co pisze tutaj, bo oczywiście na co im to, skoro już mnie nie lubią (hejtują)... Ludziom się w dupach poprzewracało? Przez takie głupie określenia jak "hejter", "hejting" czy "hejterzenie" nie można nawet powiedzieć w zdaniu "nie lubię ...", bo od razu zarzuty na nas że co to my kurde nie jesteśmy... Moja najlepsza przyjaciółka, kobieta jak ich mało, osoba która mnie cholernie fascynuje ma na sobie miano owego "hejtera", gdyż po prostu ma własny rozum i światopogląd i otwarcie mówi, co jej się podoba, a co nie. Nie robi niczego dla lansu, nie lubi czegoś bo tak trzeba, bo to jest modne... Otwarcie i wprost rzuca słowami "nienawidzę tego, tego i tego". Hejter? A ja sądzę, że ktoś, kto wie kim jest. Nie musi się dowartościowywać pisząc na słit fejsiku komentarze w stylu "hejtam cie", "masz glany brudasie, wypierdalaj" ani nic w tym stylu. Dlaczego więc ludzie tak robią, a co najgorsze, dlaczego robi się to tak bardzo powszechne?
Mam okulary nerdy, lubię chodzić z aparatem i strzelać fotki czego tylko moja dusza zapragnie (czyli najczęściej mnie i moich przyjaciół, gdyż w ten sposób "łapię" wspomnienia). Słucham starych polskich zespołów typu Dżem, Lady Pank itd., cholernie mam ochotę pojechać na Woodstock, mam glany z czerwonymi sznurówkami, oglądam anime/czytam mangi. Interesują mnie książki, teatr, kultura. Lubię modę, lecz jeszcze bardziej lubię ubierać się według mojego własnego, dziwnego, ale zarazem wyrafinowanego stylu. Gram na gitarze klasycznej. Mam swoje pasje. Mam swoje marzenia. Mam przyjaciół, kochające mnie osoby, osoby które ja kocham, mam kota. Mam własne życie.
Hipster, nie hipster, jebie mnie to we wszystkie strony. Osobą, którym podoba się szafowanie ludzi, czy podkładanie pod jakieś porąbane stereotypy radzę po pierwsze wypierdalać, a po drugie zamiast "hejterzyć wszystkich hejterów", to po prostu odejść od kompa i znaleźć własne życie. Odpierdolicie się od innych i zajmijcie się kurwa sobą... !
- moje przemyślenia: sądzę, że zaczyna się interesujący przełom
- muzycznie: AC/DC - "Thunderstruck"
- modowo: różowy komin i brązowe botki <3
- nowy cel: poprawić się z hiszpańskiego
- zachcianka: zielona herbata z opuncją :P
- film na dzisiaj: "Mulan 1&2"
- dzisiejszy humor: jakaś zmiana w środku :)