14 października 2017

Zabierz mnie do gwiazd!

Życie potrafi być śmieszne. Skręciłam sobie kostkę, pierwszy raz w życiu mam na nodze gips i poruszam się o kulach - ironia. Po tym czasie chyba stanę się aktywistką w sprawach osób niepełnosprawnych, nawet nie mam jak chodzić na zajęcia - wszędzie schody! Dodając, że obecnie mieszkam na 3 piętrze (potem będzie 4...). Najgorsze jest to, że ja jestem totalnie nieogarnięta, jak w służbę zdrowia, więc np. miałam sobie zamienić gips na ortezę, ale... nie wiem jak to zrobić, żadna poradnia nie odbiera telefonu, żeby zapytać na kiedy mogę się umówić, tak więc siedzę i myślę, jak we wtorek dotrzeć na zajęcia (3 tygodnie wolnego zdecydowanie odpadają). Nie pomaga brak motywacji do uczenia się roli, czytania scenariusza... Czy za szybko podjęłam się kolejnego spektaklu? W dodatku, jak wcześniej narzekałam, że jest ciężko, tak ten projekt jest o 300 % cięższy i bardziej skomplikowany (w poprzednim nie musiałam przynajmniej nic mówić, a teraz w sumie mamy kilka mówionych spektakli w jednym). Przynajmniej coś się rusza z moim licencjatem, ale i tak jestem w tyle z terminami. Chcę, żeby minął ten rok. Jeśli dam radę wystawić sztukę w kwietniu i obronić się w wakacje, to spokojnie będę mogła myśleć o tym, czym chcę się zajmować. Będę mieć mieszkanie, własną kuchnie i będę mogła ulepszać moje zdolności gotowania. Będę mogła zacząć bardzo zdrowo jeść, ćwiczyć, schudnę, zacznę znowu ogarniać projektu sesji gotyckich, może w końcu z czymś ruszę. Może pójdę dalej na studia, głownie po to, aby ściągać darmowy hajs za najlepsze wyniki. Tak wstępnie to widzę. Nie wiem czy kiedykolwiek wcześniej tutaj wspomniałam, ale obecnie z I. remontujemy sobie mieszkanie. Najcudowniejsze, boskie, loftowe, z dużą ilością przestrzeni (mimo, że mieszkanie w bloku). Z kotem (a w przyszłości pewnie kotami). Tworzę swój azyl, zapewne też nie wieczny, ale na razie, z uwagi na to, że jest to nasze, planuję zostać w Łodzi, mimo tego, że już mogłabym pojechać dalej. Jednak na razie tu mam wszystko, czego mi trzeba (no, może poza dobrze płatną pracą). Gdy w końcu przestanę żyć na walizkach i kartonach, popracuję nad własną systematycznością i samozaparciem do działania, zarówno do teatru, jak również pisania, gotowania, a nawet uczenia się hiszpańskiego zapewne (choć wolałabym włoski!). Chyba żeby móc dalej żyć w harmonii, muszę odciąć pępowinę między moją szaloną przeszłością, a teraźniejszością, bo ciągle narzekanie, że teraz w moim życiu jest nudno do niczego nie prowadzi. Jest tak, jak pozwalam, żeby było. A jest w sumie spokojnie, mam idealne warunki do rozwoju, tylko muszę okiełznać samą siebie. A wszystko inne się podporządkuje, wiem to... Ciekawe, jak to będzie za 10 lat.


- moje przemyślenia: pora się zabrać na poważnie za swoje ciało
- muzycznie: Grzegorz Hyzy - "O Pani!" - kocham!
- modowo: przegrzebanie szafy to był dobry pomysł
- nowy cel: siłownia i dieta
- zachcianka: pocky bananowe
- film na dziś: "Wszystko za życie"
- dzisiejszy humor: zadowolona

20 lipca 2017

Wyzwolenie.

Miło jest, gdy ktoś Cię zainspiruje, albo natchnie. W sumie, gdy skontrastowałam moją teraźniejszość z przeszłością, doszłam do wniosku, że zdecydowanie zrobiłam się bardzo wrażliwa. Umiem się rozpłakać, subtelnie, niewymuszenie i już wcale nie odczuwam z tego powodu wstydu, ani zażenowania. Zamknęłam bardzo ważną sprawę z przeszłości. Taką, która niecałe 3 lata temu zmieniła drastycznie moje życie. Teraz jest mi znacznie lepiej. Teraz mogę już wszystko, bo zrobiłam coś, czego obawiałam się najbardziej, jednak H. totalnie zaskoczył mnie stoickim spokojem i wsparciem. Mimo, że nie mamy takiego kontaktu jak kiedyś, nie obawiam się tej relacji i ufam jej. Czasami widocznie musimy przeżyć coś, oddzielić się, żeby wrócić mocniej. Tak przynajmniej jest z mojej strony, choć i tak wiem, że życie nie pozwoli mi zmienić zakręconej rzeczywistości jaka to wszystko otacza. Po prostu, mam coraz mniej czasu, jestem coraz dalej. Za rok, ciekawe, być może będę jeszcze dalej. Ale chyba mam czyjąś przyjaźń.

Te wakacje jakimś trafem spędzam z I. oraz Gosią. Lecimy pod koniec sierpnia do Włoch, byliśmy razem pod namiotami na festiwalu Kazimiernikejszyn w Kazimierzu Dolnym, jednak to chyba nie klimat dla mnie, nie ma tam za bardzo co zrobić, a wszystkie ewentualne warsztaty są jak dla mnie prymitywne. Na pewno jest to fajna opcja dla ludzi z dziećmi, ale na pewno nie dla mnie. Poza tym chyba się starzeję mocno, bo coraz ciężej mi wytrzymać warunki, jakie niesie za sobą spanie pod namiotem. A już zwłaszcza, gdy nieogarnięte władze miasta Kazimierz dochodzą do wniosku, że będą kosić trawę w sobotę, o 8 rano w pobliżu pola namiotowego! Masakra...

NIE NAPISZE TEGO CHOLERNEGO LICENCJATU.

To tyle, pozdrawiam i oby do kiedyś jeszcze.



- moje przemyślenia: Znalazłam kota i jest przecudny ^^
- muzycznie: Concorde - "Sons"
- modowo: uzależniona od Vinted
- nowy cel: wyjechać gdzieś na stopa, najlepiej poza Europę
- zachcianka: sushiiii <3
- film na dziś: "Samotny Mężczyzna"
- dzisiejszy humor: leniwie

12 marca 2017

So the bar is where I go...


Minęło trochę czasu. Prawie pół roku, w trakcie którego zwyczajnie nie miałam chwili, aby cokolwiek z siebie wydobyć, ba, nawet żeby na porządnie przysiąść do kompa (bo na moim laptopie kategorycznie nie da się pisać). Tak się śmiesznie złożyło, że od czasu moich urodzin zaczęłam uczestniczyć w przygotowaniach do sztuki teatralnej, którą wystawiamy wraz z kołem naukowym, w ramach zaliczenia mojego przedmiotu z teatru. Kiedyś kiedyś, dawno temu pisałam tutaj, w końcowych rozpiskach, że chciałabym kiedyś zagrać w teatrze. No i mam. Mimo wielu wyrzeczeń, zmęczenia, nawet łez, ale doszliśmy do momentu, gdy niecały miesiąc dzieli nas od premiery - 8 kwietnia w Łodzi w ramach Festiwalu Nauki Techniki i Sztuki. W tym czasie zaczęliśmy przygotowywać konferencję naukową. Kto by pomyślał, że w moim życiu będzie się tyle działo. Tyle, na przestrzeniach sztuki i nauki, od których w ostatnich latach tak bardzo się oddalałam, na rzecz nie wiadomo w sumie czego. Mam tak długie paznokcie, że ciężko mi nimi pisać XD Pozdro. Ja! Pic poniżej, bo to prawda. Zresztą nie wiem czy to dobra droga zmiany, ale nagle z jeden kosmetyczki na rzeczy do makijażu, zrobiły się trzy, w projekcie sypialni jest uwzględnione miejsce na moją własną (!!) toaletkę <3 <3 No i oczywiście zaczęłam regularnie poddawać się zabiegom depilacji laserowej, jednocześnie korzystając z wosku w domu, bo kupiłam sobie ten śmieszny podgrzewacz na Alledrogo, za jakieś śmieszne pieniądze. No kto by pomyślał, że mogę być taka babska, co nie? :D Jednak obecnie moją najgorszą zmorą, jest uzależnienie (nawet wspólnie z I.) od Aliexpress i "o boże boże chińczyk sprzedaje maski na usta za 0.10$!". Tak, połowa tych rzeczy z kosmetyczek jest z Ali... Jak zacznę już w końcu pracować, to pewnie pozamieniają się one na renomowane marki kosmetyczne, ale na razie cieszy mnie to, co mam :) Nadal cierpię na poczucie, że w moim życiu nic się nie dzieje ciekawego. Jedyne co na razie planuję, to kupić nowego laptopa jakoś w kwietniu, bo na starym już praktycznie się nie da pracować. Wow, szaleństwo. Ostatnio jedno piwo potrafi zamieść. Zresztą, czysto dla zdrowia staram się ograniczyć spożycie alko, zwłaszcza piwa. Nie pomaga fakt, że I. jest fanem craftów i zresztą pracuje w Chmielowej Dolinie (tak, można mnie tam często spotkać jedzącą grzanki z mozzarellą). A pozwalam sobie na nie tylko dlatego, że ćwiczę dość mocno, i na co dzień odżywiam się raczej lekko, więc grzanki z serem raz w tygodniu nie zaszkodzą raczej. Znowu piszę chaotycznie myśli prawda? Są prawdopodobnie tak pourywane, bo gdybym miała skupić się na jednej konkretnej rzeczy, to zapewne post skończyłby się w połowie. Hmm. To teraz też nie wypada mi kończyć. No to jeszcze jedna sprawa - licencjat. Boże, nie napiszę tego, serio czy tylko mnie się wydaje, że to tak strasznie ciężkie, że wgl nie mam pomysłu na moją pracę, że się boję że zrobię to źle i nie zdam, że o boże czego oni ode mnie wymagają? Na pierwszych seminariach zapytano nas o tematy prac, whaaat. Czuję się teraz jak naprawdę mała dziewczynka, która się zgubiła w sklepie i zaraz się popłacze, bo nie ma kogo złapać za rączkę. Masakra. Może jednak studia i tytuły naukowe nie są dla mnie?


- moje przemyślenia: co jeżeli to tylko iluzja uczuć?
- muzycznie: Lady Gaga "Milion Reasons"
- modowo: nowy płaszcz w kratkę <3
- nowy cel: ograniczyć jedzenie mięsa
- zachcianka: czekolada
- film na dziś: "Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie"
- dzisiejszy humor: nie najgorzej 

24 października 2016

Happy birthday to me.

Dzień urodzin minął mi niespodziewanie inaczej, niż sobie to kiedyś kiedyś planowałam. Dla niewtajemniczonych, zawsze przywiązywałam niemal magiczne znaczenie dla wieku 21 lat. Przede wszystkim dlatego, że stwierdziłam, że idealnie jest umrzeć, mając na nagrobku właśnie tę liczbę. Również dlatego, że postać Hime pierwotnie miała 21 lat, a utożsamiam się z nią jak mało z kim (w końcu to ja w wersji super koks elfka). Zawsze myślałam, że tego dnia urządzę bibę większą, niż 18nastka, że wgl będzie super ekstra cool i chuj wi co jeszcze. Rzeczywistość zweryfikowała latanie do skarbówki po papiery do stypendium, wizytę w szpitalu, jazdę z Kielc do Łodzi, a potem autostop z miejsca w którym mnie wyjebało do mojego akademika, prysznic i w sumie skończyłam tutaj. Miłym akcentem zdecydowanie była największa ilość telefonów z życzeniami (nie kłammy się, facebookowe życzenia to gówno). Mimo wszystko, jadąc busem do Kielc spisałam sobie kilka oto myśli, tak urodzinowo, w liczbie dwadzieścia jeden. Takie oto resusowe sentencje na dziś:
  1. Będąc spóźnialską i mając jeszcze bardziej spóźnialskiego faceta, zaczęłam bardzo cenić sobie punktualność.
  2. Podziwiam ludzi, którzy w moim wieku mieli już firmy etc, gdyż sama nadal czuje się dzieckiem i proszę Igora, żeby mi obierał kurczaka z kości.
  3. Przestałam chcieć umrzeć w tym wieku.
  4. Zrozumiałam, ze tak naprawdę można odnaleźć wolność w jej ograniczeniu.
  5. Naprawdę chce wziąć ślub (dzieci to nadal jest zbyt abstrakcyjny temat).
  6. Nie wstydzę się, ze słucham popu, lubię róż, albo ze lubię oglądać sagę Zmierzch (tym bardziej, ze ma genialny soundtrack),
  7. wiec nie mam problemu z ludźmi, którzy maja z tym problem. To ich problem.
  8. Doceniam podróże w busie, bo jest to najczęściej jedyny czas, jaki teraz mam na poważne, życiowo - filozoficzne rozkminy (ewentualnie nie przesypiam nocy z powodu takich myśli ;).
  9. Kiedy przychodzi czas, aby zacząć czuć się dorosłym? (Nie starym, ale po prostu)
  10. Odpowiedzialność niekiedy przychodzi po wielu latach po pełnoletności.
  11. Prawo jazdy w kieszeni to naprawdę świetna sprawa.
  12. Zamiast markowej torebki wole lecieć na Islandię. Aczkolwiek nie mam zamiaru w życiu nosić podróbek.
  13. Staram się nie przywiązywać, bo wszystko zazwyczaj się zmienia z czasem. Szczególnie poglądy polityczne.
  14. Przestałam być takim psem na żelki, jak w wieku 10 lat, ale pizza nadal jest świętością.
  15. Nadal boje się odpalać kuchenkę gazowa zapałkami.
  16. Czasami nie jesteśmy świadomi, jak drugi człowiek nas zmienił, dopóki nie minie jakiś czas, od jego utraty.
  17. Dochodzę do wniosku, ze jednak gdy nie grało się wiele w gry w dzieciństwie, to teraz nie daje to takiej satysfakcji, jak tym co grają od dziecka. Po prostu wole iść na huśtawki.
  18. Z wiekiem rośnie szacunek do matki i ojca. Zwłaszcza, gdy przeżywało się ostry okres buntu przeciwko nim, będąc nastolatkiem.
  19. Nie wiem jak robią to inni, ale ja nadal rozumiem swój sposób rozumowania, gdy byłam dzieckiem lub nastolatkiem, wiec dziwią mnie młodzi rodzice, którzy tego nie czają.
  20. W każdym wieku koty leczą smutki tak samo skutecznie. I gorąca czekolada.
  21. Wyobrażenia są tylko wyobrażeniami, rzeczywistość zaś lubi dawać po pysku marzycielom i planowiczom.
Wszystko. Mam nadzieję, że za rok nie najdzie mnie na 22 sentencje, bo nie chce mi się chyba aż tak filozofować. 21 było dla mnie etapem nałożonym na mnie przeze mnie samą, najwyższą barierą i obawiam się, że teraz czas poleci 4x szybciej, niż leciał od mojej 18nastki. To tylko i wyłącznie cyfry, bądź co bądź. A zdecydowanie ten dzień, w którym rano okazało się, że przez cąły dzień nie będzie prądu w moim domu, zrobiła mi moja mama, zabierając mnie na secend-handy oraz pizze <3 Dziękuję wszystkim za życzenia oraz za ogrom najebania się w następny weekend w Kielcach. A nawet randomowe osoby, które tu trafił i dotrwały do końca zapraszam do Kielc do knajpy Woor 31.10.2016r. na tak zwane Zombie Party (będę przebrana za wiedźmę najprawdopodobniej).

 (kocham Gosię <3 #thebestgosiaever)

- moje przemyślenia: urodziny nie dają już tyle szczęścia, co w dzieciństwie
- muzycznie: Pink - "Just give me a reason"
- modowo: sukienka z lumpów <3
- nowy cel: Islandia w 2017 roku
- zachcianka: sushiiiiii
- film na dziś: "Party Monster"
- dzisiejszy humor: szalony i wesoły

15 września 2016

Once I held a pony by its flying mane.

Robiąc porządki w torebce wpadłam na kartkę z kalendarza, każącą mi przygotować listę 25 rzeczy, jakie chcę zrobić przed śmiercią i mieć ją cały czas przy sobie, i często sprawdzać. Nie przyjdzie to łatwo, bo nie chcę zniżać się do rzeczy oczywistych. Obecnie szukam mieszkania w Łodzi, w sumie to pokoju, a tak naprawdę to łóżka do spania i toalety, bez jedzenia jakoś przeżyję, bez siusiania nie. Moje życie nie jest dzisiaj takie, jakbym chciała. Nie pojadę na Słowenię przez moje zdrowie i lenistwo, i nieuporządkowanie też, tak w sumie. Powinnam wyrzucić z szafy jeszcze jakieś w chuj rzeczy, ogarnąć się. Mam motywację dla niego, ale nie mam tej niezbędnej dla mnie. Tej każącej mi zmienić styl, wygląd dla samej siebie, pisać książkę, wiersze, chodzić do teatru, na wernisaże, pić słodkie czerwone wino w nocy i palić waniliowe cygaretki. Zapomniałam jak to jest kochać mnie i trochę mnie to smuci. Pociesza fakt, że siebie już nie nienawidzę. Jednak moje życie nadal nie jest ani choć trochę bliższe znośności. Chcę mieszkać z nim, a do tego długa droga. Po pierwsze muszę znaleźć pracę (czy to mogę wpisać jako punkt 1 z 25 na wymienionej liście??). Chciałabym do końca roku pójść choć raz do teatru i może w końcu, pierwszy raz w życiu wybrać się do filharmonii. Nie wierzę, że jeszcze tego nie przeżyłam. Brakuje mi ROH'a. Brakuje mi Czajkowskiego. Brakuje mi czegoś i tylko czasami mam czas przypomnieć sobie o tym braku. To są takie puzzle jak zawsze, tylko trochę mniejsze (ale nie znaczy to, że mniej ważne!). Zawsze podziwiałam ludzi z pasją czemuś oddanych - podróżami autostopem, beatboxem, harcerstwem. Takich którzy wydaje się to robią ciągle, ale jednak kochają to. Takich co wiedzą dokładnie jaki motyw by wytatuowali sobie na ręce z wplecionym motywem nieskończoności w to. I tych, który dla inspiracji pisarskiej są w stanie robić naprawdę lekkomyślne i hedonistyczne rzeczy. Takich, którzy dla miłości są w stanie nie zrobić wszystkiego, ale to konkretne działanie, które rzuca na kolana. Czy jeszcze kiedyś wrócę do tego? Czy uda mi się znowu być jednocześnie cool, fancy, spokojną, rozważną, zakochaną, ale i szaloną, bezmyślną, po prostu tą, wirującą lekko z wiatrem jesiennymi popołudniami. Gdzieś się sama sobie zapodziałam. Tak to jest, ja Resus dostaje zbyt wiele szczęścia na raz. Obawiam się tego roku w Łodzi. biorąc pod uwagę, że mam 8 dni na znalezienie lokum, chciałabym pracować, co doskonale wiem, że słabo mi to wychodzi. Nowa płyta Ghosta ssie, a moje wyniki badań są złe. Coś jeszcze? Wspominałam już, że nie pojechałam na Erazmus? Chiny pewnie też nie wyjdą, ale nie mogę tego mówić na głos, nie mogę przecież znowu do bycia przesadnie dramatyczną pesymistką. Chcę rzeczy jakich nigdy nie chciałam. Crossainta z masłem, ślubu, psa, ładnych paznokci, czegoś zwiewnego białego, zielonych ścian w którymś pokoju, szumu lasu w zimie. Chcę mocnej czarnej kawy i napisać wiersz. Herbaty, czytając Wiedźmina. Ten ciąg myśli może zwiastować nadejście depresji. Jesień się zbliża.



- moje przemyślenia: zdecydowanie jestem zbyt biedna
- muzycznie: The Tallest Man on Earth
- modowo: nadal potrzeba zmian!
- nowy cel: do kina na premierę Bridget <3
- zachcianka: lasagne albo zapiekanka ziemniaczana
- film na dziś: "Papierowe miasta"
- dzisiejszy humor: zapomniane uczucie tęsknoty

06 września 2016

Chyba nigdy nie nadawałam się do relacji w ludzi. Chyba z czasem wychodzi mi to coraz gorzej. Cały dzisiejszy dzień jest dla mnie trudny do przeżycia, powietrze jest jak smoła dla moich płuc. Po prostu mi ciężko, a im więcej się błąkam od ściany do ściany, tym jest gorzej. Znalazłam w tym prowizorycznie prawie pustym pokoju zbyt wiele wspomnień, zbyt wiele rzeczy, które potrafią natchnąć do przemyśleń. A nie mogę odnaleźć tych dwóch, których teraz szukam - płyty oraz zdjęcia. Życie jest naprawdę ironią samego siebie. "Siedzę sam w tej wieży bez dna"... Wiem, że nie wyjdę dzisiaj nigdzie, najwyżej pogłaskać kota, aby poczuć, że chociaż on jeden nadal z własnej woli do mnie przychodzi, mimo że zna mnie jak nikt inny, z mojej najgorszej strony. Pitu pitu... Oglądałam ostatnio program o badaniach naukowców o tym, że urazy głowy mogą powodować problemy z pamięcią, depresje i wgl w chuj symptomów, i ze jak np jest się ofiarą przemocy w  domu to urazy mózgu są takie, że mogą być mega szkodliwe, bo mózg się wtedy porusza w środku czaszki i mogą się uszkadzać tamte kanaliki wewnątrz i dziać różne rzeczy ogólnie oraz że z badań wynika, że 94% byłych graczy footballu amerykańskiego ma jakieś trwałe uszkodzenia. Jak byłam mała uderzyłam tak w beton tyłem głowy że powinnam wtedy umrzeć tak naprawdę, bo poszłam spać (a nie powinnam) i ponoć spałam wtedy niesłychanie długo. Ciekawe, czy stąd moja skleroza i to całe pomieszanie wewnętrzne i życiowe? Czy to naprawdę tak źle, że wiem, czego chcę w przyszłym życiu i nie waham się iść po trupach do celu? Nawet w tym co piszę teraz jest chaos, ale wychodzi on i z mojego serca, i z głowy. Ja już nawet nie myślę, ja gdzieś pędzę, sama nie wiem dokąd myślami.


- moje przemyślenia: "Smutna twarz, czy to już jestem ja"
- muzycznie: playlista staroci polskich
- modowo: nowe buty z Vagabond <3
- nowy cel: zasnąć, jak najszybciej
- zachcianka: na coś czekoladowego
- film na dziś: "Projektantka"
- dzisiejszy humor: pustka

03 września 2016

Got lost in this game.

A co, jeśli moje życie się rozpada? Co w sytuacji, w której stracę tę jedną jedyną stabilność obecną w moim życiu? Zaczyna mnie trochę przerażać perspektywa wyjazdu. Z innej strony podjęłam sama w sobie decyzję, że nie zostanę w tym kraju na stałe, nie ma co, nie wierzę, że w ciągu jakiś 20 lat coś się naprawdę zmieni, najpierw muszą poumierać te wszystkie stare dewotki. Zwłaszcza w Kielcach. Starałam się dziś bardzo być produktywna, wstając z łóżka o 13, bez kaca po poprzednim wieczorze z M. Wróciłam, zjadłam obiad, przeżyłam dość znaczącą dla mnie kłótnie. W sumie to nawet nie wiem czy to do końca kłótnia, raczej wymiana zdań, w której chyba, aż za jasno zostały zawarte poglądy każdej ze stron. Trochę jestem w rozsypce i być może stąd ten post. Rozważam od długiego już czasu jakąś terapię, chociaż sesje ze zwykłym psychologiem, a najśmieszniejsze, że i tak nie mam na to teraz czasu (nie będę pisać nic o tym, że hajsu również). Wzięłam długą kąpiel. Wiecie, taką relaksacyjną, z muzyką, pianą, przewracaniem się na wszystkie boki w ciepłej wodzie, przybierając pozy niczym modelki na plaży w sesji dla Vogue. Musiałam się zresetować. Chciałam coś zrobić z moją frustracją, wynikającą z totalnego niezadowolenia z mojego obecnego pokoju - dosłownie czuję się teraz jak taki Sims, któremu atrakcyjność otoczenia świeci się wściekle na czerwono. Nie umiem nic z tym zrobić, bo jestem cipą. Totalnie. Brakuje mi we mnie samej kopa do działania. Domena leniów i leserów najgorszego sortu. Doszłam do momentu znudzenia się internetem, fejsbukiem i innymi takimi rzeczami. Oglądanie stron o modzie oraz interior design mnie męczy. Kurwa, nawet porno mnie męczy (ale nie tak jak powinno). Bawiąc się w psycholog dla samej siebie, stwierdziłabym, że jest to zapewne efekt popadnięcia w stagnację, która dobetonowała się już do mojego szpiku. Wpadłam dziś na pomysł nowej książki. No, albo opowiadania, whatever. Susząc włosy myślałam o pierwszych kilkudziesięciu zdaniach. Czułam potencjał. Zamiast tego, piszę to. Naprawdę czasami podziwiam mój fenomen odkopywania trupa tej strony raz na jakiś czas. Że też mi się chce?, co nie. Jest progres, odkurzyłam i przesunęłam łóżko, co spowodowało, że musiałam także przesunąć pudła, których do tej pory nie rozpakowałam. Wszystko to, aby przekonać się, że wszystko to wygląda beznadziejnie. W tym pokoju obecnie poza moimi rzeczami i komputerem nie ma NIC, czego bym w tym pokoju chciała. Na dodatek moja kochana madre kupiła do tego pokoju takie łóżko, które nie dość, że zaburzyło CAŁĄ koncepcje, to dodatkowo nie mam go gdzie i jak ustawić. Cudownie. Oczywiście chuj ich to rusza, jak zawsze zresztą. Nie mam zamiaru rozpisywać się o całej reszcie, nie warto. Nie warto jest się mi aż tak złościć, mam na myśli. Całe moje życie, to w jakiś sposób "rodzinne", jest beznadziejne. Nienawidzę mojej rodziny za zatruwanie mi umysłu i szarpanie nerwów na poziomie zawodowym. A, i mienie w dupie tego, co ja myślę i chcę. Dzięki.
Mam nadzieję, że chociaż nie będzie to końcem z panciem, bo szczerze, nie wyobrażam sobie, jak niby miałabym się po tym pozbierać. Z drugiej strony Resus aż krzyczy na mnie, żebym jednak wybrała samą siebie i choć raz zważyła głównie na moje potrzeby i pragnienia. Jeśli nikt w moim życiu nie będzie ich rozumiał, to jak niby mam je spełniać? Za bardzo jestem zniszczona moim doświadczeniem, daleko wykraczającym poza mój wiek, abym umiała normalnie odnaleźć się w środowiskach, w jakich teraz muszę przebywać. Nie wiem jednak, czy którekolwiek z nich (poza studiami i organizacją, rzecz jasna) jest moim świadomym wyborem, czy raczej brakiem opcji. M. wprowadza mnie w bardzo złe poczucie, że naprawdę tylko on rozumie moją chęć zwojowania świata, mieszkania w PH na Manhattanie (albo gdziekolwiek z ładnym widokiem na NYC) i ogromnej garderoby, jak z bajki, z butami od Manola, wszystkimi kultowymi torebkami i ogromną kolekcją gorsetów. Zostając w tym stanie nigdy do tego nie dojdę.

- moje przemyślenia: chcę już stąd wylecieć
- muzycznie: playlista Linkin Park
- modowo: gotycka suknia za 11,50 z lumpa <3
- nowy cel: zdać praktykę 20 września!!
- zachcianka: kupić sobie nowe meble
- film na dziś: "Dziewczyna z sąsiedztwa"
- dzisiejszy humor: coś tam jednak chcę działać