10 sierpnia 2016

It must be a bad trip.

Gdybym nie była ostatnio na lekach, chlałabym. I wiem, że nie należy to do najlepiej brzmiących wyznań ostatnimi czasy. Tzn. nie jest źle. Aż tak. Poza faktem, że przeszłam przez zbyt wiele myśli kończących się na moim skończeniu. Z miłości, a jakżeby inaczej w moim przypadku. Nie wiem czy chcę się w to tutaj zagłębiać. Mam wrażenie że dualizm każdej części składowej mnie staje się nie do zniesienia. Cóż mogę na to poradzić? Pogodziłam się z tym, że nikt mnie nie zrozumie tak, jakbym tego pragnęła i że zawsze w pewien sposób już na zawsze pozostanę samotna. Uczę się do testów z teorii prawka, bo chciałabym już je bardzo zdać (w końcu wzięłam się za to jakieś 3 lata temu...), ale obawiam się, że stres mnie zje na praktyce. Zresztą jak, jako kobieta mam wiedzieć że najpierw trzeba koło odkręcić, a potem podnieść auto, jak nigdy w życiu tego nie robiłam i nie będę robić? To mechanik ma umieć, nie ja... No ale przecież wiadome jest, że nasze państwo raczej nie słynie z tego, żeby uproszczać swoim obywatelom życie ;)



Chciałabym w tym roku akademickim pracować. Zarobić hajs na wakacje, na rzeczy do mojego mieszkania przyszłego (w Home&You jest tyle kotków, sówek i lisków, no skądś trzeba mieć na nie pieniądze! ;) no i na jakieś ciuchy. Wypadałoby w końcu kupić jakiś porządny płaszcz na zimę. I nowy gorset :3 I tak wiem, że z takim podejściem nigdy nie zaoszczędzę nic, ale chyba już mi to rybka. Jakoś tak, chcę żyć, a nie ciągle sobie odmawiać. Zresztą, Ci którzy już mnie trochę poznali wiedzą, że jestem cholernie rozrzutna. I lubię to. Może to i dobrze, że nie urodziłam się w mega bogatej rodzinie. Tak to przynajmniej mam radochę, gdy w końcu dostanę coś, czego bardzo pragnę (a co znając mnie, jest zapewne bardzo drogie). Tak jak na przykład mój iPhone 6S, z którego do tej pory nie mogę zdjąć simlocka XD #pozdro600

Chyba jest w miarę dobrze.


- moje przemyślenia: jestem okropną kociarą
- muzycznie: Major Lazer & DJ Snake - "Lean On"
- modowo: po wielkich porządkach w szafie!
- nowy cel: zdać teorię w piątek
- zachcianka: iść do kina
- film na dziś: "Carol"
- dzisiejszy humor: zmęczona i niewyspana

19 czerwca 2016

If you want to see the impact, be the impact.

Moje tytuły nigdy nie były przypadkowe. Życie bez stałego łącza to prawdziwy koszmar, a zarazem jakoby wybawienie od zła i brudu tego świata. Wczoraj dowiedziałam się o masakrze w Orlando i nie będę ukrywać, jak mną to wstrząsnęło. Może nie samo wydarzenie w sobie, może nie bilans ofiar i rannych, który ponoć jest największy w dziejach. Trafiły mnie dwie rzeczy. Hołd jaki złożono 22 letniemu Luisowi Velma (fan HP, ludzie zebrali się w parku rozrywki w Orlando i podnieśli różdżki, dokładnie tak, jak w hołdzie po śmierci Dumbledore'a). Drugą rzeczą jest świadomość, że naprawdę musimy wszyscy zacząć działać, robić coś, ujawniać się. Nigdy w życiu nie czułam się tak zmotywowana. W tym semestrze przygotowywałam prezentację o filmach i serialach queer, w trakcie przygotowań rozwinęła mi się ciekawa konwersacja z C. i dowiedziałam się od niej, że zaczęła się angażować w swoim środowisku lokalnym. Ja również angażuję się w środowisko łódzkie i zmieniam je za pomocą AIESEC - dzięki niemu mogę szerzyć tolerancję kulturową, ale czas chyba, abym zajęła się również stricte tym tematem. Zwłaszcza, że sama też czuję się kolorowa. Mam nadzieję, że uda mi się to ogłosić światu w trochę bardziej spektakularny sposób.

Kolejnym motywem dlaczego po prawie 2 miesięcznej przerwie znów tu wróciłam, są te dwa artykuły:
  1. Potrafisz powiedzieć: jestem ładna? 
  2. Chcę być ładna.
Jestem kobietą i może moje życie nie jest wyjątkowo ciężkie w tym kraju, tak archetypy narzucone mi przez obyczaje, kulturę i wychowanie sprawiają, że źle czuję się sama ze sobą. Jak kiedyś wędrowałam w głąb duszy, tak od dziś chcę zacząć Podróż Do Samoakceptacji. Mój ukochany pomaga mi w tym niezmiernie, lecz nikt poza mną samą nie naprawi tego, co mam w głowie. Bardzo chciałabym postawić się dokonanemu na mnie praniu mózgu, jaki robi mi codziennie fb, insta, magazyny o modzie, znajomi, rodzina i media. Postawić się stereotypom i nieatrakcyjności, w którą wierzę. Zmienić narzucony przez masy ideał, który jest tylko photoshopową imaginacją i kreacją. Dziś nadszedł dzień w którym postanowiłam działać. Narodziła się nowa Resus.


- moje przemyślenia: nie mam się już czego bać, pora przestać się smucić
- muzycznie: Kasia Nosowska
- modowo: czas wyrzucić jakieś 90% ubrań, postawić na czerń <3
- nowy cel: zacząć działać!
- zachcianka: iść do kina
- film na dziś: "V jak Vandetta"
- dzisiejszy humor: trochę stęskniona

30 kwietnia 2016

Any heart not tough or strong enough.


W pierwszym momencie zakrztusiłam się własnym powietrzem. Straciłam głos na wystarczającą ilość czasu, żeby przeszła koło nas. Inaczej byłabym pierwszą, która ją powitała. Czy poczuła się tym urażona? Być może. Ja w tym czasie panikowałam i wariowałam. Naprawdę nie przewidziałam, że to tak mną wstrząśnie. Nie sądziłam też, że to stanie się właśnie teraz, gdy on nie mógł być przy mnie, jedyna osoba która mogłaby mnie wtedy uspokoić. Jest to o tyle katastrofalne, że sytuacja idealnie nastroiła mnie do wspomnień, sentymentów oraz wątpliwości. Tak jak mówiłam mu niedawno - czuję, że stoję w miejscu. I świat zanika tylko czasem w tych długich włosach. Resztę zgarnia stagnacja i niespełnienie. To nie jest depresja, to po prostu stan znieruchomienia. Szkoda, że tego nie czytasz i tego nie rozumiesz. Własnie dlatego mam te wątpliwości. W sumie to pomyślałam sobie, że napisze post bo to była ostatnio dość mocna zmiana w moim nastroju, ale teraz jak o tym myślę to nie chce mi się. Dziś mam grill i parapetówkę w domu w Górnie i z jednej strony dobrze, że ją zorganizowałam, a z drugiej nie chcę żadnego towarzystwa... Dlatego dobrze, że jednak nie zostanę sama. Nie rozumiem trochę powodów, dlaczego jestem sama w tej chwili, ale może niekiedy nie ma co się zastanawiać. Wiem że mój powrót do Kielc na dłużej niż tylko weekend i nie tylko po to, aby zgarnąć papu od mamy, ale podczas którego jednak przebywam tu choć trochę tak, jak kiedyś sprawi, że zacznę myśleć nad wieloma sprawami. Naprawdę nie chcę być jak tamta suka i powtórzyć jej słowa, zwłaszcza teraz, gdy Cię nie ma. Nie chcę być dziewczyną z problemami. Nadal ćpam Wilczą Zamieć. Nadal nie rozumiesz dlaczego. Dlatego tak się czuję. Znowu wracam do poprzednich stanów...

"I'm young, I know
But even so I know a thing or two 
And I learned from you 
I really learned a lot, really learned a lot 
Love is like a flame 
It burns you when it's hot 
Love hurts, oh, love hurts"

- moje przemyślenia: nigdy nie przestaję kochać w jakiś sposób
- muzycznie: starocie polskie, chyba wiecie co to znaczy
- modowo: chooker i czerń, idealnie
- nowy cel: odnaleźć uśmiech bez niego
- zachcianka: sushi w Akasace
- film na dziś: "Między słowami"
- dzisiejszy humor: odpowiedzialna pani domu

25 lutego 2016

Teach me gently how to breathe.

Wracają stany depresyjne, mimo że dzięki ciężkiej pracy już nie wszystko wydaje się być szare dookoła; nadeszły smutki nieoczekiwane i jakby niezbyt zrozumiałe. Wsłuchuję się w "Hipotermię" przez cały dzień, jakże bardzo chciałabym podziękować za ten dźwięk, za te słowa, intonacje i sens. Trochę przybijam się, bo myślę o tym, że w sumie to jestem osamotniona troszkę. Nie ma moich przyjaciół, nie mam komu wyrządzić kolacji, chce przestać całkiem pić, chce ćwiczyć i schudnąć w końcu, bo ile można narzekać i płakać na swój widok, nie robiąc z tym nic, ile razy można znieść zażenowanie ze zbliżeń, dotyku? Brakuje mi jakiejś nocy filmowej, pidżama party (dzieciństwo!), brakuje mi Martini z trójkątnego kieliszka z oliwką [zieloną], brakuje mi śniadania we Wrocławiu, brakuje mi pewności, że mogę; brak regularności, brak wiary, ciągła pustka, nawet gdy przerzucam się z puzzli na klocki, to zawsze brakuje elementu jednego, no może czasem dwóch, wkurzam się na siebie, że nawet powolność laptopa umie mnie wprowadzić w ten marazm. Nie zdałam testu próbnego, ani z hiszpańskiego, a dziś też z angielskiego, nie umiem się uczyć, nikt tez mi nie pokazał jak jeść i żyć zdrowo, narzekam jak małe dziecko, a przecież w głębi wiem, że nie mogę tego zarzucić nikomu. Najgorzej jest, gdy zaczynam myśleć, jak wiele żałuje, jak wiele zepsułam, zmarnowałam, jak bardzo mogłam inaczej. Jak bardzo krzywdzę się swymi słowami, bo wiem, że gdy to wszystko przeczytasz, to także będziesz czuł się źle - i ja to wiem, a nadal nie mogę przestać, czasami potrzebuje medium, a tu jest moja myślodsiewnia. Czasami nie umiem patrzeć w żaden sposób pozytywnie, chce tylko zapaść się gdzieś, lub pod kołdrą ukryć, czasami nie chce nikogo widzieć, czy to naprawdę takie dziwne? Czasami sama siebie zadziwiam tym, jak wiele potrafię sobie zarzucić, wypomnieć, czasami wręcz nie mogę ze sobą wytrzymać, po prostu czasem tylko jedna z nas przy zmysłach nas trzyma.

"There's something inside me that pulls beneath the surface 
Consuming, confusing 
This lack of self control I fear is never ending 
Controlling, I can't seem 
To find myself again 
My walls are closing in 
(Without a sense of confidence I’m convinced that 
there’s just too much pressure to take) 
I've felt this way before 
So insecure"

- moje przemyślenia: czasami naprawdę jestem beznadziejna
- muzycznie: Zeus - "Hipotermia"
- modowo: pora na porządki w szafie
- nowy cel: kupić kiecki na zbliżające się wesela (4!)
- zachcianka: "pobyć chwilę sam..."
- serial na dziś: "Breaking Bad"
- dzisiejszy humor: przełamany na pół

07 lutego 2016

"każdy odrobinę umiera sam"

"Tego nie da się przeżyć we dwoje, każdy odrobinę umiera sam" - jeden z lepszych cytatów odnośnie miłości, jaki ostatnio spotkałam. Bardziej bystrzy chyba mogą się zorientować o który dokładnie aspekt miłości chodzi ;)





Wgl byłam pierwszy raz w życiu w Bieszczadach. Nazbierało się nam już trochę tych pierwszych razów. Chyba jednak o to chodzi, nie tylko w związkach, ale i w życiu. "A Ty kiedy ostatni raz robiłeś coś po raz pierwszy?" - takie pytanie napotkałam kiedyś w internetach i szczerze mówiąc szkoda mi ludzi, którzy muszą się zastanowić nad odpowiedzią. Ja cały czas robię coś nowego, nieznanego, albo po prostu no... jem coś czego jeszcze nigdy nie jadłam, proste XD (still muszę spróbować ośmiornicy!)


Słucham Johnny B, Runaway Train, Lemon Tree i tego typu rzeczy i w sumie. Miałam grać w Sims 2 (wczoraj 7 godzin budowaliśmy z I. sam dom, masakra, ta gra rozwala rodziny, sprawdzone info - pół godziny kłótni o to czy ma być drewno w salonie czy wykładzina... nadal uważam, że wykładzina bardziej pasowała do ścian XD), przeglądałam jednak zdjęcia z Jaro i wgl jakoś tak sentymenty, sentymenty. Teraz brakuje mi takiego samotnego wyjazdu i poznania ludzi. Pojechałabym znowu na koncert AC/DC. Chcę mega pójść na koncert Ghosta, którego ostatnio ćpam garściami. Nawet sobie koszulkę od Agunesu kupiłam :D Nawiasem mówiąc załamałam się, jak się zorientowałam jaka byłam chuda jeszcze 3 lata temu na Jarocinie, a ja już wtedy głupia sobie wmawiałam, że jestem gruba... taaaa. 10 kilogramów temu. Powinnam prowadzić pamiętnik, jak Bridget Jones zaczynając wpis od aktualnej wagi. Nevermind. Wracając, to w sumie co ja chciałam ten tego?? Aaa... W sumie to czasami mam trochę smutne wrażenie, że umarła we mnie pewna "ja", tamta buntowniczka, szalona, ustępując miejsca mnie, bardziej wygodnickiej i chyba już mniej spontanicznej. Czasami mnie to boli. Chciałabym bardzo zrobić w tym roku coś, co pozwoli mi zmienić to myślenie. Wgl chciałabym tak bardzo wiele zrobić, a także tak wiele rzeczy już zaczęłam. Mam czasami wrażenie, że mam tak mało czasu. Nie na co dzień, ale tak ogólnie - że spokojne i powolne podchodzenie po kolei do każdej ze spraw jest co prawda może i rozsądne, ale życia może nie starczyć, żeby zrobić wszystko co się chce. Takie myślenie również sux. Mam nadzieje, że pod koniec tego roku, pisząc jego podsumowanie uznam, że wzięłam się za walkę z moim odwiecznym lenistwem (w tym roku nawet podsumowania nie zrobiłaś, leniu jeden!!) i uda mi się naprawdę rozkręcić pod względem studiów, zaangażowania w jakąś działalność społeczną, a nuż może ruszę z własnym biznesem, no i będę regularnie pisać jakiekolwiek teksty, wezmę się za książkę i takie tam. No i chcę schudnąć. Nawet nie że chcę, tylko już kurwa muszę wręcz. No i wgl tak jakoś mam wielki przypływ mocy, chcę robić wiele, mam dość zamulania i narzekania, po prostu rzeczy jakie mnie wkurwiają zaczynam odcinać, zamykać złe źródła. To dobra taktyka, zająć się czymś rozwijającym, twórczym. Nie rozumiem, jak mogłam wcześniej żyć inaczej. Naprawdę nie ma obecnie niczego w moim życiu, co by mogło mi je zatruwać. W końcu odnalazłam moją harmonię. Miłość naprawdę czyni cuda, ale jeszcze większe cuda czyni świadomość. Lecę więc grać w Simsy na wyłączonej wolnej woli :*

- moje przemyślenia: sesja zdana za pierwszym, średnia 4,08 !
- muzycznie: mieszanka staroci i Ghost
- modowo: gotycka spódnica z krynoliną <3
- nowy cel: Bieszczady jak będzie ciepło
- zachcianka: baoburger w Renamencie
- gra na dziś: Sims 2
- dzisiejszy humor: jak najbardziej pozytywny ;)

23 stycznia 2016

Na końcu ścieżki...

Dokładnie rok temu zaczęłam moją wędrówkę w głąb duszy. Nie sądziłam, że jej koniec okaże się być tak pozytywny i soczysty. Właśnie spędziłam 24 godziny z moim ukochanym. Nie odważę się go jeszcze nazwać miłością mojego życia, bo na razie na tym miejscu nadal utrzymuje się S. (i jako płeć piękna chyba nigdy nie zejdzie z piedestału), jednakże wiem, że to z tym człowiekiem mogłabym przejść Via Regię, zwiedzić cały świat, zasypiać i budzić się, bez znudzenia sobą spędzać każdy dzień, jeść, śmiać się, być szczęśliwą... Bo po raz pierwszy w życiu jestem w 100% naprawdę szczęśliwa i nie boję się, że to szczęście stracę. Dla takiego efektu zaczęłam moją wędrówkę, ale przyznam szczerze, że nie spodziewałam się, że to naprawdę mnie kiedykolwiek spotka. Zawsze czułam się takim bohaterem okresu romantyzmu, Werterem mojej epoki, czując że jestem niezdolna prawdziwie kochać, być kochaną, bez żadnych zawoalowań, dram, bez nadziei na to właśnie szczęście. Rok temu, po tym jak dostałam od niej publicznie w pysk w Tunelu stwierdziłam, że pora coś zmienić. Zaczęłam czytać "Jedz, módl się, kochaj" i ta książka już na zawsze pozostanie w mojej pierwszej 10. Dzięki niej podjęłam tak szybką decyzję o wylocie do Indii, czego nigdy nie żałowałam. W ciągu tego roku także zrezygnowałam ze studiów prawa, bo wiedziałam, że nic mi to nie da i tylko zmarnuję te 5 lat życia i do tej pory uważam to za jedną z najlepszych moich decyzji, bo kocham studia na których jestem, poza tym wyprowadziłam się w końcu z Kielc, mieszkam sama i to właśnie tu poznałam I. Poza tym, rozstałam się w końcu definitywnie z S. co było wgl jednym z najcięższych przeżyć mojego życia i wiem że gdyby nie parę osób, jakie były przy mnie w tamtym okresie, to mogłoby być naprawdę ciężko. Jeszcze do niedawna miewałam koszmary, ale teraz już chyba mogę spokojnie powiedzieć, że mam za sobą ten rozdział i znowu wróciłam do wspominania tylko tego, co było piękne, a nie tego co było złe, jak to miałam z początku. Wiersze już na zawsze pozostaną, ślad na sercu również, ale to samo serce teraz odżyło, będąc jeszcze większe, niż wtedy. Tak musiało być po prostu. Wyleciałam do Anglii na 4 miesiące, aby odpocząć od wszystkiego i ułożyć się, choć co prawda przyjeżdżając do Łodzi pozwoliłam sobie tę równowagę zachwiać przez Jelenia, aczkolwiek wróciłam do normy i teraz żyję w końcu swoim rytmem, nie czyimś, a swoim własnym, Staram się odżywiać zdrowo, ćwiczyć, uczę się, rozwijam kulturalnie, jak zawsze, choć staram się tyćkę bardziej, czytając więcej książek i starając się odkrywać nowe horyzonty muzyczne. Studiuję i sprawia mi to radość. Staram się pisać książkę i mam nadzieję, że uda mi się to w tym życiu. Moja zmiana powoli dobiega końca i prawda jest taka, że mało co jest teraz w stanie mnie zburzyć, Jadę po raz pierwszy w życiu w Bieszczady. Chcę w tym roku wrócić do Rzymu. Mam tyle planów, tyle rzeczy, które chcielibyśmy zrobić... Pierwszy raz odczuwam, że miłość może być męcząca, zwłaszcza, gdy dzielą nas te kilometry między osiedlami, a ja muszę zasypiać sama pod moim wielkim oknem ze wspaniałymi zasłonami, które mi powiesił <3 Nikomu tak nie ufałam i przed nikim nie było mi się tak łatwo otworzyć, być szczerą, nie kłamać, nie grać, nie zmyślać, nie kombinować, nie uciekać, nie zdradzać. Bo nie mam powodów zresztą. Odnalazłam mojego Tsukiego na ziemi. To chyba największe miłosne wyznanie, jakie mogłam kiedykolwiek wypowiedzieć.


"Bo czasem tak jest
Ze gdy trafisz na to jedno z wielu
Spojrzenie
To juz wiesz
Ze przed Tobą cała nowa era
Sie rozświetla
I w pozornie niemożliwym 
Zbiegu sytuacji 
Wywiązuje sie zupełnie nowa
Relacja
Ktora w istocie swojej nieprawdopodobnosci
Soczystą staje sie ostoją
Miłości"

18.01.2016 by <resus>

- moje przemyślenia: nie chcę zasypiać już sama
- muzycznie: "Happy Together" i "Manerwy Szczęścia" <3
- modowo: gotycko coraz częściej
- nowy cel: zrobić moją zapiekankę z kurczaka
- zachcianka: gorąca czekolada :3
- film na dziś: "Biała Masajka"
- dzisiejszy humor: rozświetlona

24 grudnia 2015

Nienawidzę świąt.


Gdy był Team to może jeszcze miało to jakiś sens. Gdy był śnieg też. Teraz tak naprawdę zdaję sobie sprawę, jak bardzo to nie ma dla mnie znaczenia. Jak bardzo ten jebany okres w roku, pierdolone media, reklamy i marketing potrafią zrobić człowiekowi gówno z mózgu. Nie wierzę, że jeszcze rok temu chciało mi się dzwonić do kogokolwiek, aby życzyć wesołego spierdolenia. Nie wierzę w to, ani wgl nie rozumiem, czemu tak mi zależało na kurwa świątecznych ozdobach, piernikach i innych chujach szmujach, przecież to tylko na pokaz. Nie wiem dlaczego kłamałam, dlaczego mam w sobię tak bardzo skrajną, drugą mnie, która powiedziała, że chce miec swój ciepły dom, rodzinę, dużą chujinkę i prawdziwe święta, gotując jak pojebana kwoka ciężkostrawne potrawy do 5 nad ranem, aby potem Twoje własne bahory mówiły Ci, że wolą cole i pizze. Pierdole to. Nigdy nie pozwolę sobie tak siebie zatracić. Chyba moim największym marzeniem odnośnie przyszłego życia jest, aby mieć taką pracę, która pozwoli mi brać urlop na cały ten okres świąt i wypierdalać czy to do Indii, Tajlandii, Syberii czy nawet dalej. Zawsze już będę sama, bo nie czuję, żeby ktokolwiek mi to zapewnił. Znowu mam przecięty kabelek z emocjami. Przeglądam zdjęcia i nigdzie nie ma nic ze śniegiem i mną, co mogłabym tu wrzucić. Kurwa. Nigdy mi tak nie brakowało zimy. Jak nie pojadę w jakieś góry to dostanę pierdolca, muszę, po prostu muszę iść w góry, spać w schronisku, iść na miód pitny albo jakiegoś grzańca, podumać trochę. Znowu straciłam grunt pod nogami, jak co roku i jak mam to niby wyjaśnić, jak?! Podoba mi się ta rola samotnika-męczennika, nie mogę zaprzeczyć. Ja po prostu wybrałam samotność i mówię to świadomie, wiedząc, kogo moge teraz skrzywdzić tymi słowami. Takich toksycznych ludzi powinno się utylizować.




Pośród doskonałego porządku dzisiejszego poranka czuję się nieprzyzwoicie samotna z tym moim pytaniem: Po co żyję?

- moje przemyślenia: ucieknę w Bieszczady
- muzycznie: Richard Walters - "Young Folks"
- modowo: na wigylyję sukienka z zakończenia liceum (y)
- nowy cel: Siekierezada
- zachcianka: narkotyki al dente, ewentualnie przytulenie
- film na dziś: "Służące"
- dzisiejszy humor: przytłaczający